środa, 1 sierpnia 2012

Poemat o Sokołowie


gdy byłyśmy w Sokołowie
Jarek miał nas na głowie
w to że miał nas dość nie wierzę
chodź z radością pisał opinię na papierze
bażanty nas kochały
i dlatego nie zdychały
co dzień rano z nimi gadałyśmy
karmiłyśmy poiłyśmy doglądałyśmy
pałac drżał przez nas do kości
lecz nikt nie miał o to złości
dzięki nam było w nim życie
za co Jarek dziękował skrycie
imprez było bez liku
przy kominkowym indyku
na polowania jeździłyśmy
i dziką zwierzynę straszyłyśmy
tylko raz biedny lisek zbłądził
i go Paweł kuleczką przetrącił
nauczyłyśmy się strzelać bosko
choć fochy też strzelamy mistrzowsko
ze śrutówki to nie to samo
lecz już każda umie mimo iż jest damą
krótkie trzy tygodnie
skończyliśmy zgodnie
bez większych zgrzytów i złości
poznaliśmy się chyba do kości
do Bydzi wróciłyśmy
i już się stęskniłyśmy
za tym hałasem od rana
dźwiękiem drzwi trzaskania
śpiewem świerszczy za oknami
i w łóżku biedronkami
za drobnymi kawałami
co robiliśmy sobie sami
za trzaskiem ogniska nocą
i krzykiem "kurwa" z wielką mocą
takie to były praktyki
teraz już nawet w lasach mamy wtyki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz