środa, 25 grudnia 2013

I won't stop

I won't stop loving you                
Even if you will forget                  
It's too deep inside me                
It's became a part                          
Of my complicated life                 

Before I met you my life was full of black                  
Nothing could bring me smile                                         
Cloudy days always made me cry                                 
Memories became my chain of pain                           

I won't stop loving you
Even if you will forget
It’s too deep inside me
It’s became a part
Of my complicated life

It’s not so obviously that you bring colors into me
Yellow red and green everyone have its meaning
Softness of your voice is my kind of music
blue ocean of your eyes is a place where I wanna drown

I won't stop loving you
Even if you will forget
It’s too deep inside me
It’s became a part
Of my complicated life

The moon is shining high on the sky
He makes me wanna share with you my secret dream
But I guess it don’t need any words
You can see this in my eyes and read from smile

środa, 18 grudnia 2013

Spotkanie

znów się spotykamy choć tylko na chwile
nie mogę się oprzeć Twej obecności
Twoje piękno mym ciałem włada
zaprząta wszystkie niepewne myśli
niezwykły blask znów mnie olśniewa
i choć otula mnie zimno nie marznę
bo ogrzewa mnie ciepło Twojej bliskości
wiedząc że krótko to wszystko potrwa
chłonę każdą chwilę naszego spotkania
będę tęsknić aż do następnego razu
gdy ujrzę Twoje oblicze na niebie


środa, 4 grudnia 2013

Magia

Poczułam w sobie magię
która jak światło co nie gaśnie
ogrzewa mnie od środka
umacnia, wspiera i pociesza
jest taka moja, tajemnicza
nikt o niej nie wie

Pewien Czarodziej z daleka
nauczył mnie ją odkrywać
i pielęgnować aby nie zgasła
wskazał mi jak ją zrozumieć
by mnie nie zniszczyła

Bo magia chociaż cudowna
to może być zgubna
wykorzystana w niecnej sprawie
może zranić głęboko
nie tylko tego kto jej używa
ale też wielu innych dokoła

wtorek, 5 listopada 2013

Jest takie miejsce

Jest takie miejsce na ziemi,
które raz w roku odbiciem jest nieba.
Setki, tysiące świetlistych punktów
rozjaśniają ciemności zimnych nocy.
Piękny to widok, choć smutny.
Bo przykre, że tylko raz w roku
pamiętają ludzie o tych, co odeszli.
Zapalą lampki za kilka złotych,
postawią kwiaty, najlepiej sztuczne,
by przetrwały do przyszłego roku.
Dlatego najpiękniejszą noca jest ta
kończąca pierwszy dzień listopada.
Bo wszystkie cmentarze płoną ciepło
ogniem zamkniętym w małych lampkach.
Za kilka dni światełka zgasną,
tłumy rozejdą się do swoich spraw,
mając do przyszłego roku święty spokój.
A spokój świętych niczym nie zmącony.
Pozostawieni samym sobie,
by nie zakłócać im odpoczynku.
Z dnia na dzień ciepło cmentarza
gaśnie światełko po światełku,
pozostawiając tylko grobową ciemność.

piątek, 1 listopada 2013

Oda do snu

czekam na twe przyjście
nie wiem co ze sobą zrobić
otulona chłodem ciemności
karmię się nadzieją spotkania
pragnę byś wziął mnie w ramiona
otulił swoją czułością
wymazał wszystkie myśli dnia
bez ciebie przeżywam męki
i szukam ukojenia w poduszce
chłód i ciemności przytłaczają
w bezkres nicości mnie wciągają
jedynie ty jesteś moim oparciem
gdy w nocy przeżywam bezsenne katusze
proszę przyjdź błogi śnie
zabierz ze sobą do krainy marzeń
zmyj bóle codzienności
i ogarnij bezkresem zapomnienia

niedziela, 20 października 2013

Lawina

wspięłam się na szczyt mojej przeszłości
potykałam się i upadałam ale w końcu wstałam
szczęśliwa z widoku który był dokoła
ustabilizowałam się i pogodziłam z przeszłością
a wtedy spadł z góry mały kamień
wstrząsnął moim światem
zsunęłam się ze skalnej półki
poczułam jak wpadam z lawiną w dolinę
pragnęłam zatrzymać się i wyhamować
wrócić na szczyt i się ustabilizować
lecz to mi się nie udało
i zatrzymać się nie mogę
i pędzę w dół krzycząc "skało stój!"
bo wciąż zapatrzona w tę myśl rzuconą z nieba
nie mogę przestać jej w głowie odtwarzać
nie mogę już tej lawiny zatrzymać
lecz nie wiem gdzie mnie zaprowadzi
czy skończę w zielonej dolinie
pełnej kwiatów radości i marzeń
czy rozbiję się o poszarpane skały
i zaginę w smutku nieopisanym

sobota, 19 października 2013

Księżyc

kolejny raz olśniewa mnie Twój blask
choć jesteś taki niedostępny
pragnę być przy Tobie
rzucasz na mnie swój cień
wywołując falę drżeń
mogę patrzeć na Ciebie godzinami
i nie mącić ciszy zdaniami
chociaż gdy się stresuję
głupoty ciągle wygaduję
i wylewam z siebie potok wyrazów
które nie mają sensu żadnego
byle tylko nie stracić oblicza Twojego
wpatruje się w nie oczarowana
eteryczną pieśnią przyciągana
czekam kiedy chmura Cię przysłoni
by wyrwać się z Twych dłoni
i gdy już się odwracam by odejść
Twój blask mnie znów otacza
nadmiarem myśli przytłacza
i przyciągasz mnie do siebie
jak ćma kuszona przez płomień
taki ciepły jasny namiętny
a jednak obcy niedostępny
łatwo przyjdzie Ci mnie zranić
choć może tylko swym blaskiem mnie ogrzejesz
i sprawisz że poczuję się bezpiecznie
otulona jedynie Twoją obecnością
czułością walczącą z moją ciemnością

piątek, 18 października 2013

Krzyczę wyję płaczę...

Krzyczę wyję płaczę
Lecz nikt tego nie słyszy
Jedynym świadkiem moich oskarżeń
Są krople deszczu na parapecie
Księżyc z gwiazdami wytrwale spogląda
Jak zwijam się z bólu w ciemności
Nie wytrzymując schowały się za chmurami
Ciała niebieskie z moimi marzeniami
Samotnie krzyczę zrozpaczona
Gdyż jestem jak w sądzie oskarżona
Łez moich ciemność nie osuszy
Lubi się naśmiewać z mojej duszy
A w niej chaos i nie ułożone pragnienia
I potajemne skradzione spojrzenia
Zastanawiam się także czasami
Czy nie mam problemu z biegunami
Bo kiedy coś wydaje się że pasuje
To bez przyczyny ode mnie odskakuje
A kiedy nie mam ochoty na poznanie
Lgnie do mnie jak opętanie
Tak się zakończy mój dzisiejszy bełkot
Co jest owocem bólu i złości
Przeszywających mnie prądów
Aż do samych kości

niedziela, 13 października 2013

Sms do Boga

Raz...
Dwa...
Trzy...
Cztery...
Zatwierdź.
Teraz wszystko jest takie łatwe.
Zawsze mam przy sobie
urządzenie do komunikacji.
Tyle słów mogę przekazać
stukając w niewielkie klawisze,
układając myśli w zdania,
pisząc meila, smsa.
Wszystko zostaje w sieci,
wysłane daleko w eter.
Tak samo mogę też wysłać
wiadomość do Pana Boga.
Bo choć jest wysoko w Niebie,
czuwa tuż przy moim uchu
i wszystko do Niego dociera.
Jak sms do przyjaciela.
Choćby był na drugim końcu świata
to zawsze odbierze.
Kiedy tylko pragnę
pisze smsa do Boga.
W Imię Ojca...
I Syna...
I Ducha...
Świętego...
Amen.

piątek, 11 października 2013

Udręka

siedzę i czekam i myślę
i już mi głowa pęka
taka to udręka
wpatruję się w wyświetlacze
telefonu komputera
czemu nikt tego nie odbiera
wysyłam fal tysiące
mijają już miesiące
a żaden sygnał nie dociera
tylko moje myśli poniewiera
złudna nadzieja na obraz
na moich małych ekranach
że ujrzę na nich twarz
co na razie tylko w snach
nawiedza mnie i prześladuje
po myślach ciągle się snuje
choć chcę to nie mogę zapomnieć
ciągle domaga się by wspomnieć
i znów przed oczy ta twarz powraca
co mi życie do góry nogami przewraca

wtorek, 8 października 2013

Dylematy

to co samo się stało
samo też się spaprało
jak za skinieniem przeznaczenia
nasze życia nabrały znaczenia
nasze drogi się skrzyżowały
nowe więzi silne powstały
tak jak same się złączyły
tak się same rozdzieliły
czy mam znów losowi wierzyć
zostawić przypadkowi to co chcę przeżyć?
czy może w ręce swoje wziąć
to co chcę osiągnąć?
czy swą tajemnicę zdradzić
jeśli z pragnieniem nie mogę sobie poradzić?
czy chować to dalej w ukryciu
i żyć w niepewnym życiu?
wiem że serce mam na dłoni
wszystko da się odczytać z mych skroni
z moich oczu można wyczytać
to o co chciałabym Ciebie zapytać
jedna zaleta w otwartych kartach
to wiedza czy gra jest tego warta
lecz z drugiej strony plusem niepewności
jest jeszcze nadzieja pomyślności
i tak się pętla wokół mnie zaciska
magia uczuć brutalnie pryska
strach przed rozczarowaniem
hamuje mnie przed rozpoznaniem
i tak się bawię uczuć płomieniem
który co chwilę pieści mnie poparzeniem

poniedziałek, 7 października 2013

Sny, marzenia, wspomnienia...

czuję się jak ptak co w chmurach szybuje
w głębię błękitu z zachwytem wpatruję
w obłokach tańczę wiruję frunę
to wprawia mnie w drżenie jak szarpnięcie strunę
Twych oczu toń uderza mnie w skroń
gdy swoją dłonią obejmujesz moją dłoń
w półobrocie prowadzisz mnie pewnie
a ja uśmiecham się bardzo wylewnie
wciśnięta w objęcia ukrytego pragnienia
dokładnie spisuję wszystkie wspomnienia
by potem we śnie dalej tańczyć na niebie
z każdym krokiem być bliżej Ciebie
jak na huśtawce czuję że latam
motylki w brzuchu radością oplatam
choć to uczucie czuję gdy opadam
nie na darmo Tobie o tym opowiadam
bo wiem że się wzniosę ku górze
znów wyląduję w puszystej chmurze
gdzie będę tańczyć i wirować z marzeniem
daleko poza ziemskim milczeniem
tam ciszę przerywa śmiech i słodkie słowa
gdy mój świat dopełnia ta druga połowa

środa, 2 października 2013

The sound

this sweet thrill
going through my body
when your voice
sounds in my ears
it's like music for my soul
when I hear you
my face is smiling
I wanna show you
my happiness
but I look like a fool
every time
when I wanna be charming
the sound of your voice
is my favourite music
if I can't hear it
for a long time
I'm withering like a flower
and I'm waiting for a dew
it's your smile for me

wtorek, 24 września 2013

Tęcza

ciemny granat nieba
pokryty fioloetowymi chmurami
rozjaśniający się w błękit
zmieszany z bladym żółtym
dający odcień rozmytej zieleni
niżej dojrzały pomarańcz
przechodzący w ognistą czerwień
tuż nad horyzontem
sekundę przed wschodem słońca

poniedziałek, 23 września 2013

Obecność

Bóg jest tu obecny - uwierz w to!
Zobacz Jego twarz, w Jego oczy spójrz.
Poczuj Jego puls, wzrok pełen miłości.
Choć nie stoi tutaj ciałem,
zza zamkniętych drzwi,
słucha co chcesz Mu powiedzieć.
W małym płatku chleba, cały wielki Bóg.
Wszechmocny i nieopisany,
taki mały i bezbronny.
Czeka kiedy wreszcie zamkniesz swoje usta,
otworzysz dla Niego serce.
Bo On jest cierpliwym Przyjacielem,
chce powiedzieć jak bardzo Cię Kocha.
Tylko musisz jedynie posłuchać,
w chwili ciszy oddać Mu siebie.
Powierzyć Mu swoje życie
i Kochać, jak On zawsze nas Kocha.

niedziela, 22 września 2013

Komunia

We krwi mojej Twoja krew,
moje ciało Twoim jest.
Przez ten mały przaśny chleb
karmisz moją duszę,
w sercu mym zamieszkać chcesz.
Gdy przyjmuję Twoje Ciało
w kapłanie widzę Twój wzrok,
czuję uśmiech miłości.
Siedząc w głębokiej ciszy
rozlewasz się we mnie.
Twój Duch mnie otula
i upewnia w przekonaniu,
że zawsze ze mną jesteś.
Nie chcę Cię zostawić
tak jak Ty
nie zostawisz nigdy mnie.

sobota, 14 września 2013

Duszona wspomnieniami...

***

zalana falami przeszłości
czuję się jakbym miała połamane kości
wspomnienia bez morlaności
pełne żalu do siebie i złości
brnę przez swoje życie
mając w sobie smutek skrycie
nie odzyskam tego co sprzedałam
chociaż bogata pozostałam
nic przez to nie zyskałam
jedynie ciężar przeszłych żyć
i echo w głowie swoich wyć
kiedy serce płakało
nad tym co ciało i umysł wyprawiało

poniedziałek, 9 września 2013

Artysta poranka

wstaję zmęczona
przybita zniechęcona
nie chce iść tam gdzie muszę
ale lekko choć palcem ruszę
w końcu wychodzę z łóżka
mimo iż ciągnie mnie poduszka
a kiedy z trudem opuszczam dom
jakiś blask uderza mnie w skroń
złoto-różowe chmury w górze
jak aniołowie stróże
co strzegą tego poranka
a ja jak Niebios wybranka
moge oglądać te cudne widoki
prawie jakbym widziała Boże kroki
wiem którędy przeszedłeś Panie
malując na świata ekranie
od razu mija zniechęcenie
sen odchodzi w zapomnienie
a ja tym co tworzysz zachwycona
idę do pracy Tobą zauroczona

wtorek, 20 sierpnia 2013

Muzyczny reset szarych komórek

mój oddech zwalnia w odurzającym brzmieniu basu
bicie bembna nadaje rytm mojemu sercu
szalony werbel podbija prędkość tętna
ogłuszający pisk gitary elektrycznej
wbija się niespodziewanie w moje uszy
niespokojny wokal przechodzi dreszczem
po mojej wrażliwej na dźwięki skórze
oczy mi się zamykają pod ciężarem
agresywnie zmienianych riffów
prekusja zagłusza we mnie wszystko
bas wyznacza tło moim krokom
a gitarowe solo zabiera mnie w inny świat
już o niczym więcej nie myślę
bo każda komórka mojego ciała
odnajduje rytm w innym instrumencie
wszystkie szare komórki usnęły
nie budują już żadnych teorii
mogę w tym zatraceniu odpocząć
muzyka wyłącza to co mnie niepokoi

Myślowy miks

tyle rzeczy siedzi mi w głowie
tyle twarzy mam przed oczami
tyle skłębionych myśli
i tyle pytań bez odpowiedzi
nie wiem gdzie zacząć
i nie wiem gdzie to się skończy
czasem jednak nie mogę
absolutnie niczego wymyśleć
chociaż się głowię i męczę
zostaje mi tylko pustka
to jest ten stan skrajności
miks smutku i radości
jak huragan na wybrzeżu
a potem cisza na pustyni
męczy mnie ten wyścig
a spokój ściska skronie
lecz co jest gorsze?
myśleć za dużo
czy nie myśleć wcale?
czasem się zastanawiam
jakim środkiem
uciszyć ten szał za zawsze

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dziękuję za to, że wiesz....

***

Dlaczego Ty wszystko wiesz?
Ty zawsze wszystko wiesz!
I nie powinno mnie to dziwić,
w końcu jesteś moim przyjacielem.
Czasem, gdy chcesz coś powiedzieć,
po prostu milczysz, bo wiesz,
że muszę to przeżyć sama.
Ale kiedy coś schrzanię
to zawsze jesteś dla mnie.
I choć nie mówisz co mam robić,
to często podpowiadasz,
przesyłasz mi wskazówki
i czuwasz gdzieś w ukryciu.
Bo chcesz żebym szła
drogą prawdziwej Miłości
i odnalazła pokój u Ojca.

piątek, 16 sierpnia 2013

I can't stop

I'm still thinking
and I can't stop thinking
and I guess You know...
You know I miss You
I hope You don't mind
I wish You were thinking about me
But in a good way!
It's complicated
Yeah, like everything
But it stuck in my mind
and I can't stop thinking
not when You are around
when You're far away
I still can't think
about something else
about somebody else
I'm still thinking about You...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Nie powiem

chcę Ci coś powiedzieć
ale nie wiem jak
w sumie nie wiem co
chcę Ci pokazać
co w tym świecie kocham
ale nawet nie wiem
jak mam to wyrazić
chciałabym...
choć tak właściwie
to nie mogę określić
co i dlaczego
kiedy jesteś blisko
dłonie mi drżą
i nie wiem
co z nimi zrobić
i ze sobą
wiem czego chcę
ale nie jestem pewna
i to mnie zżera
bo kiedy Cię widzę
radość mnie rozpiera
nawet gdy o Tobie myślę
tak jakoś mi milej
ale jak Ci to powiedzieć?
tak żebyś nie myślał
że coś ze mną nie tak
i znowu nie wiem
więc nic Ci nie powiem
choć tak bardzo chcę

piątek, 9 sierpnia 2013

9

"Jestem"

Jestem samotnikiem
małym niepewnym kłębkiem emocji
Choć pragnę towarzystwa
czasem w towarzystwie czuję się źle
Jestem mistrzem marudzenia
głosząc że zawsze coś się znajdzie
Jestem furiatką
niepowstrzymaną lawiną przeżyć
Jestem zagubiona
w labiryncie moich myśli
Jestem zazdrosna
o tych którzy są mi bliscy
Jestem jak dziecko
które wciąż szuka swojego miejsca

czwartek, 8 sierpnia 2013

***

uśmiech mój wyzwalasz
a wcale o tym nie wiesz
choć jesteś daleko
zaprzątasz moje myśli
czasem nawet mi się przyśnisz
wspominam Ciebie mile
te wspólne krótkie chwile
choć tyle dla mnie znaczą
Ty nadal o tym nie wiesz
i prędko się nie dowiesz
na pewno nie ode mnie
chyba że się domyślisz
i co z tym zrobić wymyślisz
bo ja na razie nie wiem
dlatego Ci nie powiem
i dalej będę sobie
myśleć z radością o Tobie

sobota, 3 sierpnia 2013

13

"Taka Ja"

taka mała, taka samotna
i oddalona
a jednak wszystko znacząca
jak gwiazdy
w bezchmurną ciepłą noc
są razem
tworząc niebiańskie zbiory
ale osobno
każda bardzo oddalona
lecz bez nich
nie było by planet i życia
jak kropla
niby nic przy miriadach innych
w deszczu
ożywiają cały suchy świat
bez jednej
nie byłoby wielkiej harmonii
taka mała
a największa w oczach Pana
taka samotna
lecz zawsze z Nim u boku
i oddalona
chociaż najbliższa dla Niego
najważniejsza
taka zwykła istotka jak Ja

wtorek, 16 lipca 2013

Dzieło nocy...

***

stałam dziś tam gdzie wszystko się zaczęło
gorące łzy paliły moją twarz
blade gwiazdy wytykały wszystkie winy
w cichej nocy nieba odnalazłam czas
a w pieśni świerszczy zaginionych Nas
to była piękna miłość lecz skończyła się
pozostał tylko cień który otacza mnie
zniknęły Twoje słowa zabrałeś ciepłą dłoń
i teraz w chłodzie nocy czekam na swój zgon
Ty byłeś moją wyspą gdy szalał wokół sztorm
nagle zostałam na tratwie płynącej w szarą toń
jak mam odnaleźć drogę gdy nieznany koniec jest
myślałam że mnie poprowadzisz i odnajdę w końcu się
lecz tak nie stało się sama zostałam z tym
pewnie już Cię nie spotkam choć chciałam żebyś zawsze był

poniedziałek, 15 lipca 2013

.......

ten uśmeich te oczy ten głos
to magia to bajka to los
tak splótł nasze dłonie
zbliżył do siebie skronie
serca dwa złączone
dla siebie stworzone
wszystko było by cudnie
ale stało się nudnie
choć nie wiem kiedy i jak
czegoś nagle brak
i wszystkie moje marzenia
upadły o krok od spełnienia
tęsknota moja jest pusta
bo zniknęły Twoje usta
zamazała się twarz
choć to był sen nasz
nie obudzimy się razem
pozostaniemy tylko obrazem
przeszłości bladym cieniem
nie wykorzystanym spełnieniem

piątek, 12 lipca 2013

Ku zbawieniu czy na śmierć?

Zadziwiające co można znaleźć przy wycieraniu kurzu...


Ku zbawieniu czy na śmierć?
Moja droga gdzie prowadzi?
Czy mi ktoś to dzisiaj zdradzi?

Dążę przed siebie,
wciąż szukam Ciebie.
Czy Cię odnajdę?
Czy szczęście znajdę?

Ku zbawieniu czy na śmierć?
Moja miłość mnie prowadzi,
ale wiem, że mnie dziś zdradzi.

Szukając Ciebie,
zgubiłam siebie.
Miłość fałszywa
wiarę w nią zmywa.

Ku zbawieniu czy na śmierć?
Czy odnajdę dobrą drogę?
Bo dłużej żyć tak nie mogę.

Tyś moje serce
zgubił w rozterce.
On je odszukał
i do mnie zapukał.

środa, 10 lipca 2013

Niemy krzyk

pusty pokój i cisza
ciemność i osamotnienie
tyle ludzi dookoła
lecz nikt o mnie nie wie
niczego nie zauważa
a krzyk wciąż rozbrzmiewa
wycieka z mych ust
razem z zimnymi łzami
tnącymi moją gorącą skórę
spadającymi na drżące ręce
odbijające się echem
dudniące w ciszy
niemego krzyku
bo nikt nic nie widzi
i nie chce słyszeć
moim ukojeniem jest ciemność
która otula jak koc
a rozumie mnie
tylko rozbrzmiewająca cisza

***

Jak pantera wdrapuję się na drzewo
Jak koala siedzę na jego szczycie
Jak orzeł wzbijam się w powietrze
Jak kamień spadam na dno rzeki

Jestem rybą tonącą na piaskach pustyni
Jestem pingwinem w słońcu tropiku
Jestem suszą w porze deszczowej
Jestem nie zapisanym w historii wspomnieniem

poniedziałek, 8 lipca 2013

Obietnice

wszystkie słodkie słowka
godziny uśmiechów i szeptów
plany choć bardzo odległe
tak rzeczywiste jak słońce
pragnienie jak żadne inne
i wspólne niespełnione marzenie
i co z tego zostało?
wspomnienie
jedno pstryknięcie palcami
i to już koniec między nami
czy to na prawdę tak mało znaczyło?
magia pryska gaśnie iskra
jak odcięta uschła gałąź
wrzucona w ogień zapomnienia
spalona gasnącym pożądaniem
zamieniona w popiół miłości
rozsypany na cmentarzu marzeń

piątek, 5 kwietnia 2013

Trochę prozy

Wieczorna ucieczka


„Muszę się wyrwać. Odpocząć, pomyśleć…”
Jak pomyślała, tak zrobiła. Iness wyjrzała cicho na korytarz. Nigdzie nie było widać czarodzieja, ani tego dziwnego kota. Ostrożnie zamknęła drzwi do swojego pokoju i podkradła się do wyjścia. Wymknęła się na dwór. Był zmierzch. Widoczność nie była jeszcze taka zła, ale niedługo będzie całkiem ciemno. Przebiegła na palcach za tył domu uważając na okna. Pamiętała z ostatniego spaceru z magiem, że było tam przejście między drzewami do zamku, a stamtąd było blisko do bocznego wyjścia z miasta.
Doszła do rzeźbionego łuku z wierzbową zasłoną, odgarnęła liście. Przed jej oczami pojawiła się ściana zamku i drewniane drzwi. Dziewczyna upewniła się, że w pasku na udzie ma swój sztylet – tak na wszelki wypadek – jak zwykła mawiać. Dostała się tamtędy na korytarz w zewnętrznym murze zamku. Pobiegła w lewo, aż dotarła do kolejnego przejścia. Tym razem prowadziło ono poza miasto. Niestety przez wieżę strażniczą.
Uchyliła drzwi i zajrzała do środka. W pobliżu nikogo nie widziała, więc weszła, dokładnie zamykając wrota. Najciszej jak tylko mogła przekradła się za stojącą przy załomie ściany beczkę. Gdy zza niej wyjrzała, dostrzegła dwóch strażników siedzących przy stoliku w kącie. Chyba mieli przerwę, bo rozmawiali wesoło popijając ze wspólnego dzbana. Iness zlokalizowała drzwi wyjściowe naprzeciwko miejsca, w którym siedziała. Jednak aby tam dotrzeć musiała przejść przez nie osłoniętą część pomieszczenia tym samym narażając się na wykrycie.
Po paru minutach jeden z pijących mężczyzn powiedział coś co uważał za wielce zabawne i aż położył się na stole drżąc ze śmiechu. Jego towarzysz wykorzystał tę chwilową nieuwagę pociągając długi łyk z dzbana. Dostrzegając swoją szansę, Iness pochylona podbiegła do drzwi i wyślizgnęła się na zewnątrz.
Wciągnęła do płuc świeże wieczorne powietrze i rozejrzała się. Po zboczu niewielkiego pagórka, wiła się stąd ścieżka prowadząca do szerszego traktu obiegającego miasto. Iness zbiegła w dół chichocząc cicho i ciesząc się chwilą wolności. Poszła kawałek na wschód oddalając się od wieży. Po lewej zaczynał się las. Im dalej szła traktem, tym gęściej rosły drzewa. W końcu widziała już tylko ciemny, nieprzenikniony pas o nieregularnych kształtach na horyzoncie.
Znalazła wąską ledwo widoczną ścieżkę prowadzącą między drzewa. Robiło się coraz ciemniej, ale potrzeba zgubienia z widoku zamku i myśli o czekającej na nią pracy w środku, pchała ją do przodu. Zbliżająca się noc nie była zimna, lecz wilgotne powietrze chłodziło cienko ubraną dziewczynę. Iness minęła pierwsze wysokie drzewa i pogrążyła się w jeszcze gęstszym mroku. Ogarnęła ją cisza.
 Przypomniała sobie dzień, w którym tu trafiła. Też szła przez las, robiło się ciemno, tylko było o wiele chłodniej – panowała zima. Może podświadomie liczyła na to, że znów trafi na portal, którym wróci do domu? Podobała jej się nauka magii i ta cała szopka wokół, ale chwilami miała już tego dosyć. Wrzeszczący na nią za każdym razem, gdy jej nic nie wychodziło, czarodziej nie był zbyt motywujący. Ludzie też dziwnie się na nią patrzyli w ciągu tych nielicznych wypraw poza oazę Feligora. Uparła się przy swoim stylu, więc nadal chodziła w spodniach i nosiła krótką fryzurę, co nie podobało się wielu mieszkańcom, szczególnie kobietom. Było to jednak bardzo praktyczne i ułatwiało codzienne ćwiczenia. Chyba by zwariowała, gdyby musiała biegać wszędzie w sukniach albo spódnicach.
Pogrążona w myślach nie zauważyła nawet jak daleko dotarła.
„Zgubiłam się? Zajebiście…”
Wyrwała się z zamyślenia i rozejrzała dookoła. Było już całkiem ciemno. Nie widziała już miasta, ani nawet jakiegoś prześwitu między drzewami. Nie miałaby takiego problemu, gdyby widziała chociaż ścieżkę. Widocznie musiała ona gdzieś skręcać, bo idąc prosto straciła ją z pola widzenia. W ciszy zakłócanej jedynie szumem liści nad głową dosłyszała cichy plusk wody. Mógł to być jakiś dopływ rzeki przechodzącej przez miasto, więc postanowiła iść jego śladem.
Strumyk nie był zbyt szeroki, ale to wystarczało, by pomiędzy drzewami dotarło do niego światło gwiazd i rosnącego księżyca. Iness musiała dosyć długo błądzić po lesie zanim się ocknęła, ponieważ czuła się trochę zmęczona. Usiadła nad brzegiem, opierając się o najbliższe drzewo. Wpatrywała się w gwiazdy. Jakże inne one były… Nie widziała żadnego znanego jej gwiazdozbioru, choć trochę tego było. Astronomia to była jedna z jej pasji.
Nagle usłyszała za sobą trzask gałązek i cichy szelest liści. W tym momencie dziękowała w myślach za godziny ćwiczeń z magiem, które miały wyostrzyć jej zmysły. Wysunęła sztylet i przykucnęła w pogotowiu. Kątem oka dostrzegła ruch gdzieś na prawo od siebie. Przesunęła się za pień, by zyskać choć minimalną osłonę. Wyjrzała zza drzewa. Dostrzegła kontur wielkiej szerokiej postaci pochylonej nad strumieniem.
„Ork?” – spojrzała krytycznie na swój sztylet.
„Dobra, może mnie nie zauważy…”
Kiedy znów wyjrzała zza pnia pojawił się drugi cień. Towarzysz stwora.
„Nie jest jeszcze najgorzej…”
W tym momencie pojawiła się trzecia sylwetka. Nie był to żaden humanoid. Ale nie było to też normalne zwierzę. Kształtem przypominało psa, lecz było o wiele większe…
„Worg! Kurwa worg!”
Tak, to był worg – czyli wielki wilk. Te dwie rasy czasami się ze sobą sprzymierzały. Jednak Iness zdziwiła się, że przebywają tak blisko dużego miasta. No chyba, że gdzieś w pobliżu jest ich więcej…
„No to mam przesrane… Jak mnie wyczują jestem trupem!”
Dziewczyna myślała gorączkowo co zrobić. Mogła spróbować oddalić się od przeciwników zanim ją zauważą, ale czuły słuch wielkiego zwierzęcia był sporą przeszkodą. Nie mogła jednak zostać w ukryciu, bo wiedziała, że w końcu wilk ją wyczuje i znajdzie. Walczyć? Z niewielkim sztyletem na trzech przeciwników nie miała większych szans.
W końcu usłyszała dźwięk, którego się obawiała. Wynaturzony pies zaczął warczeć – wyczuł intruza. Iness nie miała wyjścia, musiała stanąć do walki. I tak by nie uciekła, worg by ją doścignął nawet jeśli byłaby dobrą biegaczką. A nie była… Zaczekała aż któryś z głupich orków się zbliży. Gdy usłyszała kroki tuż obok siebie, podniosła się i korzystając z pnia, okręciła się dookoła wyskakując za bestią i wbijając jej sztylet w kark. Usłyszała bulgoczący dźwięk dławiącego się własną krwią orka. Kiedy stwór upadł na ziemię twarzą w piasek, Iness schyliła się, by wyciągnąć sztylet. Niestety broń utknęła między kręgami. Za nią czaił się już wielki wilk. Wybił się do skoku by powalić ją na ziemię i zagryźć. Jednak w połowie lotu w jego boku wylądowała strzała z drżącym, niebieskim pióropuszem.
Worg zwalił się ciężko na ziemię, sapiąc. Pozostały ork zdziwiony zaszarżował w stronę dziewczyny. Iness próbowała się skupić, by wywołać chociaż małą kulę ognia, co za pewne skutecznie przegoniło by stwora. Zawsze się dziwiła, że bohaterowie książek i filmów w najgorszym momencie nie potrafią zebrać się w sobie na zrobienie czegoś niezbędnego w danej sytuacji. Teraz sama nie mogła zebrać myśli, by rzucić jeden z najprostszych czarów jakie dotąd poznała.
W piersi biegnącego orka wylądowała kolejna strzała. Niestety to go nie zatrzymało. Iness odwróciła się i zaczęła biec. Po chwili usłyszała mokre mlaśnięcie i jęk. Zatrzymała się i zerknęła za siebie. Przed zastygłym w połowie kroku orkiem stała ciemna postać w kapturze, wyciągając zakrwawiony miecz z ciała umierającego stwora. Nowa postać odwróciła się spoglądając na zdziwioną dziewczynę. Światło księżyca odbijało się w oczach ukrytej pod kapturem twarzy. Leżący na ziemi worg usiłował jeszcze się podnieść lecz w jego gardle wylądowała kolejna strzała.
„Teraz to już na pewno jestem trupem.”
Z mało optymistycznymi myślami, podniosła ręce w górę w geście poddania. Zakapturzona postać zbliżała się. W drzewie tuż obok Iness wylądowała z brzdękiem kolejna strzała. Dziewczyna zamknęła oczy przestraszona, czekając na wyrok śmierci.
- Neya! Nie wygłupiaj się bo nam dziecko na zawał zejdzie! – rozległ się kobiecy głos.
„Laska?”
Zdziwiła się w myśli Iness. Otworzyła niepewnie jedno oko, a potem drugie. Tuż przed nią stał cień z ociekającym orczą krwią mieczem.
- Żyjesz? – rozległ się głos spod kaptura. Jak najbardziej kobiecy.
- Ta, żyje… Jesteś kobietą? – sapnęła zdziwiona Iness.
- Podobno – rozległ się melodyjny, prawie śpiewający chichot za drzewem.
- Ja ci dam podobno – rzuciła pierwsza postać w udawanym gniewie, zamachując się bronią w stronę cienia. – Jestem Tamara.
- Iness…
Przedstawiając się, wojowniczka zdjęła kaptur. Srebrny blask oświetlił jej twarz odbijając się w jej dużych ciemnych oczach. W nocy Iness nie widziała jaki ma ona kolor włosów schowanych pod płaszcz, ale był czarny lub do niego zbliżony. Błysnęła wesołym uśmiechem i chciała schować broń do zaczepionej o pas pochwy. Z obrzydzeniem zauważyła, że jest pokryta klejącą posoką.
- Bleee… Czemu one zawsze tak brudzą? Neya wyjdź wreszcie! – zaczęła wycierać ostrze w trawę. – Ten tam cień w krzakach to moja towarzyszka, Neya.
- Witaj! – zabrzmiał znów melodyjny głos, tuż za Iness.
Dziewczyna odwróciła się gwałtownie zaskoczona, że nie usłyszała jak ktoś do niej podchodzi. Po chwili już się nie dziwiła. Towarzyszka Tamary zdjęła swój kaptur. Między długimi, ciemnymi włosami wystawały koniuszki szpiczastych uszu. Neya była elfką.
Przerzuciła swój łuk przez ramię i wyjęła strzałę wbitą w drzewo.
- Po co je marnować? – zapytała beztrosko. Także miała duże oczy, ale lekko skośne, mały zgrabny nos i bardzo jasną cerę.
- Tam, zwijamy się. Musimy wrócić do obozu.
- Dobra, zaraz… Ej, powiedz mi czemuś ty od razu nie zwiewała jak pozbyłaś się broni? – zapytała Iness przekręcając jej sztylet w karku martwego orka i wyciągając go. – Swoją drogą całkiem ładna zabawka…
- A no ładna. Mogę go odzyskać? – poprosiła.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie.
- Och Tam, nie mamy czasu… - narzekała Neya, opłukując w strumieniu groty strzał wyjętych z ciała worga.
- Próbowałam wykorzystać niedawno zdobytą wiedzę, ale jak widziałaś za bardzo mi nie poszło…
- Czyli co robiłaś?
- Tamara!
- Oj no dobra… - wojowniczka oddała sztylet właścicielce, po czym odwróciła się w stronę, gdzie jeszcze przed chwilą stała jej towarzyszka.
- Czekaj! – zawołała Iness.
- Co?
- Pomożecie mi wyjść w stronę miasta? Chyba trochę za bardzo się zakręciłam chodząc po ciemku w lesie…
- Neya? Parę minut nas nie zbawi – zgodziła się Tamara.
Dwie młode kobiety skierowały Iness w odpowiednią stronę i towarzyszyły jej do skraju lasu, aż między drzewami było widać mury miasta. Właściwie trudno było określić ich wiek – w końcu Neya była elfką, mogła mieć nawet kilkaset lat. Ale Tamara wyglądała na dwadzieścia parę.
„Ciekawe czy jest dużo starsza ode mnie… Nieźle walczy.”
Nie odzywały się zbyt wiele. Pożegnały się w cieniu drzew, wskazując na mury. Gdy Iness odwróciła się, by podziękować już ich nie było. Wyszła na polanę, kierując się na przełaj w stronę wieży, przez którą się wydostała. Usłyszała cichy furkot za sobą, a chwilę później w ziemię tuż przed nią wbiła się strzała. Dziewczyna odwróciła się, wypatrując kogoś między drzewami, ale doszła do wniosku, że to i tak nie ma sensu. Poszła dalej, lecz po kilku krokach cofnęła się i zabrała strzałę ze sobą, mocując do paska obok sztyletu.
Pobiegła żeby trochę się rozruszać i rozgrzać. Po paru minutach dotarła do bocznych drzwi. Przyłożyła ucho do szczeliny zamka, by posłuchać czy strażnicy nadal piją. W środku było cicho.
„Mam tylko nadzieję, że nie jest zamknięte…” – zaniepokoiła się.
Nacisnęła na klamkę. Drzwi odskoczyły. Dziewczyna wślizgnęła się do środka i rozejrzała. Dwaj mężczyźni siedzący przy stoliku nadal tam byli, choć trudno było powiedzieć, że nadal tam „siedzą”. Ten co się tak wesoło śmiał, opierał głowę wtuloną w ramię na stole, a drugi wygięty do tyłu na oparciu krzesła wspierał się dodatkowo o ścianę, chrapiąc głośno. Iness nie chcąc tracić czasu przemknęła obok w stronę drzwi prowadzących na korytarz. Przebiegła jak najszybciej ten odcinek docierając do wierzbowego zagajnika.
„Mam nadzieję, że Feligor śpi, bo chyba mnie zatłucze.”
Okrążając dom od strony biblioteki i kuchni, zaglądała w kolejne okna, by sprawdzić czy nie ma tam przypadkiem czarodzieja. Wślizgnęła się do swojego pokoju i odetchnęła z ulgą w ciemności. No i się zdziwiła.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi i skierowała się w stronę łóżka, w kominku buchnął ogień. Na środku stał Feligor, spoglądając w płomienie.
- Wesoło było? – zapytał nie patrząc na nią.
- To już nawet przejść się nie mogę? – krzyknęła w samoobronie.
- Możesz.
- Więc o co ci chodzi?
- O to, że szlajasz się po nocach gdzieś poza miastem, gdzie nie wiadomo co może się zdarzyć! – odkrzyknął czarodziej.
- Skąd wiesz gdzie byłam? Chciałam się przejść po ogrodzie…
- Nie kłam, ja dużo wiem i to nie ma sensu – przerwał. – Nie rób tego więcej jeśli nie będziesz pewna, że sobie poradzisz!
- Z czym miałabym sobie nie poradzić? Z chodzeniem po ciemku?
- Już dobrze wiesz o czym ja mówię. Wyśpij się. Rano pogadamy o tym czy chcesz dalej u mnie mieszkać czy może wolisz „więcej wolności”.
Po tych słowach mężczyzna minął ją i wyszedł. Kiedy zniknął z pola widzenia, ogień zaczął przygasać. Osłupiała Iness podeszła do łóżka i położyła się obserwując znikający w gęstniejącej ciemności sufit.
„On wie! Dlaczego on zawsze wszystko wie?!”
Z tą zagadką zasnęła.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Individual Blue


It's just a colour, you may say
And not a thing for what, you could pray
But something what I remember forever
I won't let it vanish ever
It creates a cloud around
You will always be found
Cuz there is something, what I know about You
It is your Individual Blue

:)

wtorek, 5 marca 2013

Prolog


W uszach dudniło mu od wrzasków podjudzanego tłumu i z wycieńczenia. Opluwany, bity, zakurzony i sponiewierany. Ledwo dotarł na wyznaczone miejsce. Jego ludzkie ciało jest wykończone. Upada po raz kolejny pod ciężarem niesionej grubej belki. Tym razem nie będą mu kazali wstać i iść dalej. To nawet lepiej, że leży. Jedynie zdarli z niego suknię, całkiem odzierając go z godności. Żołnierze przymocowali krótszą belkę, którą niósł, do dłuższej zaostrzonej u dołu, by łatwiej wbiła się w ziemię. Jeden z nich kopnął go, aby poturlał się bliżej. Umundurowani rzymianie położyli go na skrzyżowanych belkach i przytrzymali.

Krzyki tłumu ucichły, jakby gdzieś w oddali. Jego umęczone oczy widziały, przez mgłę łez i krwi kapiącej z ran wbijających się w głowę cierni, jak podchodzi żołnierz z wielkim i ciężkim młotem. Widział, jak ten podaje drugiemu potężny żelazny gwóźdź, gruby niczym palec dorosłego mężczyzny. W tej pozornej ciszy i przysłaniającym inne doznania bólu, nagle wszystko jakby zmalało i zniknęło. Cały jego świat skupił się na dotyku zimnego metalu, na maleńkim skrawku jego udręczonego ciała. Miał świadomość co to oznacza. Było to ostrze grzechów ludzi całego świata. Narzędzie żywej ofiary jaką składał z samego siebie. Jego poświęcenie, aby mogli lepiej przeżyć swoje przyszłe życia.

Palące w oczy słońce na ułamek sekundy przesłonił cień podnoszonego młota. W jego metalowej, ciężkiej głowicy błysnął odblask oślepiając go. Wtedy nawet przez zamknięte powieki wyczuł, wręcz nawet zobaczył, opadające narzędzie. W chwili kiedy żelazny grot gwoździa przebijał skórę, mięśnie, ścięgna i zaklinowywał się między kostkami jego nadgarstka, kręgosłup mimowolnie wygiął się z bólu a z wyschniętego gardła wydobył zbolały krzyk. Drugi żołnierz, który trzymał gwóźdź musiał mocniej przytrzymać jego ramię, by nie rozerwał rany udaremniając egzekucję.

Jednak w tym właśnie momencie, w tym trwającym wieki ułamku sekundy potrzebnym do przebicia ludzkiej ręki, wydarzyło się coś jeszcze. Było to zauważalne tylko dla niego. Jego ledwo utrzymywane w górze powieki zatrzasnęły się okrywając go ciemnością i jakby odrywając od tej rzeczywistości. Nie stracił przytomności. Doznał wstrząsającej wizji.

Kropla czarnego atramentu spadła na pożółkły papier. Decyzja zatwierdzająca rozpoczęcie ataku. Ogromne wojsko rycerzy walczących za wiarę. W obronie właściwych wartości. Tysiące litrów krwi przelanych w bitwie o miasto, w którym to wszystko się wydarzyło. Bo tak należy! Trzeba chronić kolebkę swojej wiary. Nie zważając na to, że mieszkały tam setki niewinnych ludzi. Krucjaty. Wojny w imię religii. Czy może zachcianki władców? Szczęk metalu o metal, krzyki…

Wizja zniknęła, a on otworzył gwałtownie oczy sprawiając sobie tym ból na twarzy. Prawie od razu został on zastąpiony pulsowaniem z prawego nadgarstka. Jego krew spływała cienką strużką po skórze i drewnie, po chwili wsiąkając w piach. Znów cień przebiegający przez słońce. Raz. I drugi. Kolejny przeszywający ból. Pogłębiona rana. Spazm wyginający jego ciało. Szarpnięcie i kolejna wizja.

Korytarz pełen szeptów i cieni. Szybki stukot kroków. Błysk srebrnego ostrza. Stłumiony jęk. Ciche morderstwo. Tylko po to, by piąć się wyżej w hierarchii. A potem będziemy wmawiać ludziom, że to była naturalna śmierć. No bo naturalnie nóż w sercu powoduje śmierć… A teraz nasz sojusznik stanie na czele kościoła i wszystko będzie w najlepszym porządku.

Krzyk. Tym razem jego. Wywołany mieszaniną bólu, niepewności, osamotnienia, a może też strachu? To coś na co nie był przygotowany. Zbliżało się ostatnie uderzenie młota w tę rękę. Już prawie nie czuł własnych palców. Tylko wbijającą się dłoń strażnika, chcącą utrzymać go nieruchomo. Trzeci cios dobił gwóźdź do końca. Przebijając belkę na wylot i ostatecznie poszerzając ranę w przegubie. Z powstałej w drewnie dziury wytrysnęła ciemnoczerwona krew. Jego oczy znów się zamknęły.

Ciemność zatęchłej celi. Brzęk kluczy otwierających kratę. Strażnicy wyprowadzający skrępowaną postać z mroku w oślepiające światło, na dziedziniec zamku. Na środku placu stos suchego drewna i gruby pal z kajdanami. Kobieta przywiązywana do pala i obstawiania drwami. Przerażone spojrzenie oskarżonej o czary i herezję. Surowe, niewzruszone oblicze biskupa. Skinienie głową i pochodnia pochłaniająca cały stos. Wiele różnych dziedzińców, mrowie płonących stosów, krzyki…

Jego krzyki były przeszywające. Ramię wygięte i unieruchomione grubym gwoździem. Przyszedł czas na drugą rękę… Jego ciało było zbyt obolałe i wykręcone, by rozciągnąć się do wyznaczonego na przebicie miejsca. Młody strażnik nie mógł sobie poradzić. Starszy sierżant oddziału, obwiązał mu nadgarstek sznurem i pociągnął z całej siły, prawie wyciągając ramię ze stawu, ale za to skutecznie dosięgając wyznaczonego miejsca. Znów dotyk zimnego metalu na gładkiej, brudnej skórze. Lekko drżące dłonie młodego strażnika zdradzają niepewność. Młociarz bierze zamach, lecz przez niego nie trafia w gwóźdź. O cal mija stopę trzymającego linę sierżanta. Zdenerwowany rzymianin zamachnął się i uderzył młodego mężczyznę w twarz. Naciągnął linę wywołując u krzyżowanego kolejną falę bólu. Tym razem pewny uchwyt na gwoździu, szybki zamach, zdecydowane uderzenie. I przeszywający krzyk połączony z głuchym stukotem metalu o drewno. Cienka stróżka krwi w ciszy spływająca po ramieniu.

Eksperyment. Miał być dla dobra ludzkości! Nie możecie tego zrobić! A jednak mogą… Z wynalazku energii atomowej powstała broń. Nuklearna. O potężnym zasięgu. Ktoś się przeciwstawia. Jednostkę można wsadzić do więzienia, ale całą resztę? Dla przykładu zrzućmy na nich bombę. Wielki atomowy rozbłysk. Oślepiające światło, potem potężny huk, na końcu gorący podmuch. I nasz problem znika z powierzchni planety. Możemy iść na kawę…

Jego wycieńczenie pogłębia się. Nawet już nie ma siły opierać się przerażającym, przygnębiającym wizjom. Ma ochotę się rozpłakać, ale jego ciało jest zbyt odwodnione. Suchy szloch tylko szarpie obolałym ciałem. Czemu to tak długo trwa? A może tylko jemu się tak wydaje? Wydawało mu się, że każde widzenie trwa godzinami, a od podniesienia młota do następnego uderzenia mijają wieki. Zbliża się kolejna fala bólu. Ze zrezygnowaniem już się na to przygotował. Wraz z pogłębianiem rany w nadgarstku lewej ręki, napływają kolejne obrazy.

Ja mam rację! Nie biskupi, nie papież, nie inni. Ja wiem lepiej co działo się ponad tysiąc pięćset lat temu i jak to interpretować w naszym życiu . Jeśli nie chcą brać pod uwagę moich słów będziemy walczyć. Trzeba przeprowadzić reformę! Znów poleje się krew. Ale to nic. Później wszystko będzie dobrze, musimy tylko wprowadzić kilka poprawek. A jak za mną pójdą inni tworząc swoje odłamy, to już nie mój problem. Ja pierwszy zrozumiałem jak powinien wyglądać świat i ci co pójdą za moim przykładem będę się radować wiecznością.

Łepek gwoździa wrzyna się w jego ciało, przytrzymując w miejscu, wiążąc z belką. Jego ciężki oddech jest krótki i urywany. Ma chwilę odpoczynku. Jego rozciągnięte ramiona nawet przestały już boleć. Ból był tak ogromny, że wychodził poza ramy czucia ludzkiego ciała. Jeszcze jeden gwóźdź i koniec. I zawiśnie na specjalnie przygotowanych kawałkach drewna. Kiedyś były żywym drzewem, teraz są martwe. Tak jak on będzie już niedługo. Czuje jak młody żołnierz stawia pod nim spory drewniany klocek. Układa na nim jego prawie bezwładne stopy. Jedna na drugiej. W dotyku drżących dłoni wyczuwa bojaźń. Wie, że temu młodzieńcowi nie podoba się ta praca. Nie tak wyobrażał sobie sławę rzymskiego żołnierza. Przytrzymuje go silnie, lecz bez zbędnego okrucieństwa. Nie chce być takim bezwzględnym brutalem jak starsi oficerowie.

Będzie im potrzebny spory gwóźdź… Młodzieniec bierze od młociarza ostatni element potrzebny do ukrzyżowania tego człowieka. Potężny żelazny kołek mający przebić dwie złączone stopy i wbić się na tyle głęboko w drewniany kołek i belkę, aby wszystko się trzymało. Kolejny zamach i uderzenie. Młot osunął się, wykrzywiając gwóźdź i przebijając  tylko jedną stopę, ledwo ocierając się o drugą. Głośne przekleństwo i szarpnięcie przebitego miejsca nie pozwoliło mu zamknąć oczu i choć na chwilę odpłynąć od tego bólu w kolejną wizję, która też przynosiła cierpienie, ale na szczęście już nie fizyczne. Słyszy, że młot był za lekki. Przynoszą inny, trzy razy większy. Wydaje się, że jego kat ledwo go podnosi. Na próbę bierze zamach i uderza w belkę poniżej jego stóp. Cios jest tak potężny, że wprawia w drżenie cały krzyż. Jego ciało przymocowane do niego odpowiada promieniującym bólem w każdym możliwym zakamarku. Rozlega się szyderczy śmiech radości z katowania innego człowieka. Czuje jak jego stopy są znów układane na wyznaczonym miejscu, a wbity do połowy gwóźdź, boleśnie poruszany w ranie i ustawiany pod odpowiednim kątem do wbicia. To będzie najgorsze… I nadchodzi… Stęknięcie podnoszącego młot, cień migający na tle słońca, głuche uderzenie metalu o metal i mlaszczący chrzęst przechodzenia przez mięso i kości oraz skrzypnięcie przebijanego kołka. Przeszywający, choć słaby i charczący krzyk…

To było jak szybkie przewijanie filmu na podglądzie. Sceny z całej historii świata, który miał stać się lepszy dzięki wierze. Od najwcześniejszych bitew o wiarę, kłótni różnych wyznań i odłamów, poprzez przekupstwo i kłamstwa, wykorzystywanie ślepej wiary i strachu, aby na tym zarobić sprzedając fałszywe relikwie i odpusty. Manifestacje i kłótnie polityczne, że niby wiara ogranicza wolność człowieka, że nie pozwala być sobą, podążać za własnymi przekonaniami. Wojny, już nie ważne religijne czy nie, niech pionki w coś sobie wierzą, że niby to w wyższej intencji dobra ogółu, a szefostwo ma swoje korzyści. Krzyż stał się niewiele znaczącym symbolem czegoś co było bardzo dawno temu. Czy ktoś jeszcze w ogóle pamięta jego prawdziwy sens? Niech sobie tam wisi gdzieś na ścianie, byle mały i słabo widoczny.

To się nazywa raz a porządnie. Metalowy kołek przebił obie stopy i wbił się w klocek za pierwszym razem. Krew trysnęła z rany na młodego żołnierza i popłynęła po drewnianej belce w dół, wsiąkając w ziemię. Dla krzyżowanego to koniec, nie ma już żadnej możliwości ucieczki. Jeszcze tylko zabezpieczenie podstawki przed osuwaniem się z pionowej belki, więc trzeba wbić kilka dodatkowych gwoździ. Kat już cieszy się na zadawanie dodatkowego bólu skazańcowi. Młody rzymianin odszedł sztywno od miejsca katuszy w najbliższe krzaki i zwymiotował. To była jego pierwsza egzekucja, przy której pomagał, ale nie pierwsza, którą widział. Nie spodziewał się takiej reakcji swojego organizmu. Czuł, że tak nie powinno być.

Młociarz roześmiał się na widok nowicjusza i wziął się za stabilizację klocka. Trzeba było wbić jeszcze co najmniej dwa gwoździe, aby się nie osunął. Należy jednak uważać, by nie trafić w kołek przebijający stopy. Każde uderzenie, chociaż nie trafiało bezpośrednio w skazańca, odbijało się boleśnie w jego ciele związanym nieruchomo z krzyżem. Gdy skończył trzeba było go podnieść. Do tego musiało było zaangażowanych więcej osób. Obwiązali grubymi sznurami poziomą belkę krzyża i nakierowali go na wykopany wcześniej dołek, aby łatwiej utrzymać pion. Kilku silnych mężczyzn zaczęło podnosić krzyż, reszta podciągała go linami. W końcu drewniana konstrukcja z umocowanym skazańcem wpadła na dno dziury, ciężko odbijając się od dna. Ukrzyżowanym wstrząsnęło szarpiąc jego rany. Usłyszał tylko mrożący krew śmiech okrucieństwa żołnierza wykonującego wyrok. Z jego ust, myśli, serca i duszy wydarł się niemy krzyk „NIE!”.

W tej sekundzie czas jakby się zatrzymał. On już nie był ukrzyżowanym skazańcem. Był obserwatorem. Spoglądał na cień swojej sylwetki, niby jeszcze wiszący na krzyżu i dwie sąsiednie postacie dzielące ten sam los. Wszystko zastygło w jego myśli. Wiedział, że musi tak postąpić, ale już nie był pewny czy to ma sens. To co zobaczył w tych osobliwych wizjach sprawiło, że nabrał wątpliwości. Nie powinien ich mieć. Skąd się wzięły? Nie taki był plan. A może był?

Dał sobie chwilę na przemyślenia. Może ludzie poradzą sobie bez niego? Świat i tak będzie krwawy, nawet jeśli da ludziom nadzieję na lepsze życie po śmierci. A gdyby jego imię miało być wymówką do mordowania innych, często błędnie skazywanych przez zaślepienie wysoko postawionych osobistości, nie zniósłby tego. I tak grzeszność ludzi przeszłych i przyszłych prawie go zmogła. Spojrzał na niebiosa, które zaszły ciężkimi burzowymi chmurami. Przeniósł wzrok na swoje na wieki przekłute dłonie i stopy, z których jeszcze delikatnie sączyła się boska krew.

W ciszy zatrzymanego czasu ledwo słyszalny szept zabrzmiał jak grzmot.

- Niech mają swoją szansę. Tym razem ode mnie… Zapamiętają moje słowa i będą nimi żyć. Ja nie mogę tam wrócić – spojrzał na niewielki pagórek i krzyże. – Niech to się nie wydarzy. Wybacz mi Ojcze…

Ostatnie słowo porwał zrywający się wiatr zmienianej historii świata. Zawirował na całej planecie i zaczął pisać wszystko od nowa. Skazaniec odwrócił się nie zważając na gniewne grzmoty z niebios. Swoją mocą uwięził ten moment historii, jakby w bańce czasowej. Nikt nie będzie mógł znaleźć tego miejsca, tylko on sam gdyby chciał dalej podążyć tą drogą. Gdyby ludzkości się jednak nie udało i musiałby to naprawić. Miał wiarę, że im się uda, że nigdy nie będzie musiał znów oglądać tego miejsca. Jednak to łączy się z tym, że nie będzie mógł nigdy więcej zobaczyć swego Ojca. Rzucił ostatnie smutne spojrzenie w stronę znikającego we mgle wzgórza. Odszedł w nieznane, dotąd niespisane przeznaczenie swojego wiecznego życia na ziemi.

poniedziałek, 4 marca 2013

Hmm....

Tak się  zastanawiam czy wrzucić tu fragment powstającej prozy... Nie zawsze mi wychodzi pisanie ścisłych tekstów, więc nie wiem czy powstanie coś więcej. Z kolei nie mając pewności czy ta historia jest dobra po co dalej na siłę ją tworzyć? Jak myślisz, warto?

piątek, 1 lutego 2013

Pojednanie


gdy los wyprostował moje sny
i znów w mym życiu jesteś Ty
słońce świeci coraz jaśniej
i na drodze jakoś raźniej
fakt, że w trudzie trzeba dojrzeć
z innej strony luźniej spojrzeć
poukładać sobie w głowie
to co los cicho podpowie
choć minęło czasu sporo
wiem kto jest moją podporą
opierając na Nim życie
rozwiązuję tajemnice
i jak w bajce odnajduję
Księcia który mnie ratuje
i przyjaciół, z nimi zawsze
mroczne chwile swe rozjaśnię
teraz wszystko będzie lepiej
i na sercu jakoś cieplej
gdyby tylko jeszcze wszyscy
do siebie z uśmiechem przyszli
podali sobie dłonie
w pojednawczym ukłonie
bez zatwardziałości serca
która dusi jak morderca
aby było tak jak dawniej
a jednak wiele poważniej

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jak wielkie oczy ma strach?


sto pytań w głowie
połowa z nich niepotrzebna
większość nieuchwytna
lecz trzęsę się cała
jak listek na wietrze
pytasz czy zimno?
"nie..." szepczę niepewnie
wiem że coś jest nie tak
pragnę wyjść jak najprędzej
lecz coś lub ktoś
usilnie mi nie pozwala
tłumię w sobie łzy
co cisną się falami
uśmiechem kryję wszystko
maskuję się słowami
przecież miało mnie tu nie być
nie tak to planowałam
chcę uciec gdy nie patrzysz
zapada chwila ciszy
narasta we mnie strach
nie mogę już powstrzymać
napadu zimnych łez
lecz jak to w bajkach bywa
wszystko wyolbrzymione
wpierw problem potem strach
o wielkich oczach i we łzach
a koniec całkiem sympatyczny
na dobrej drodze trwam
i już nie pozostawię
żadnych pustych do zdjęć ram


[to pewnie też wiedziałeś? :P napisz co o tym myślisz jak przeczytasz ;) ]

środa, 9 stycznia 2013

Poległy


tragiczna Twa śmierć się wydała
bo gdyby tak w ferworze walki
wśród kul i wystrzałów
w męstwie oddałbyś życie
nie byłaby taka straszna
pośród szczęku metalu
i głuchych uderzeń o tarcze
rycerzu w lśniącej zbroi
odważną poniósłbyś śmierć
nie byłaby ona taka zła
nawet gdy ze starości
z ciepłymi kapciami i kocem
odszedłbyś spokojnie
cisza nie byłaby tak straszna
jak ta co dziś mnie otacza
w czasie rozmowy w środku zdania
jedna myśl przeszywająca
wymiana zdań zbyt wrząca
krótkie spięcie na linii
i trwająca wieki cisza
ogłuchnąć można od niej
zwłaszcza gdy wciąż Cię słyszę
a Twój głos rozdziera me serce
wspomnień zalewa fala
a każde z nich kłuje jak szpilka
dobra zawsze będę Ci życzyć
bo zawsze będę o Tobie pamiętać
mój Poległy Przyjacielu