Lecz nikt tego nie słyszy
Jedynym świadkiem moich oskarżeń
Są krople deszczu na parapecie
Księżyc z gwiazdami wytrwale spogląda
Jak zwijam się z bólu w ciemności
Nie wytrzymując schowały się za chmurami
Ciała niebieskie z moimi marzeniami
Samotnie krzyczę zrozpaczona
Gdyż jestem jak w sądzie oskarżona
Łez moich ciemność nie osuszy
Lubi się naśmiewać z mojej duszy
A w niej chaos i nie ułożone pragnienia
I potajemne skradzione spojrzenia
Zastanawiam się także czasami
Czy nie mam problemu z biegunami
Bo kiedy coś wydaje się że pasuje
To bez przyczyny ode mnie odskakuje
A kiedy nie mam ochoty na poznanie
Lgnie do mnie jak opętanie
Tak się zakończy mój dzisiejszy bełkot
Co jest owocem bólu i złości
Przeszywających mnie prądów
Aż do samych kości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz